Krytycznym okiem

O piłce z dala od naszego kraju. I może Jagiellonii też. Ale i finansach.

Wpisy

  • wtorek, 29 listopada 2011
    • Inteligencja finansowa

      Większość ludzi boryka się całe życie z finansami, gdyż w podejmowaniu decyzji finansowych bazuje na opiniach takich, jak: “Twój dom stanowi aktywa”, “Ceny nieruchomości zawsze idą w górę”, “Akcje blue chip są Twoją najlepsza inwestycją”, “Trzeba mieć pieniądze, aby zrobić pieniądze”, “Akcje zawsze osiągają lepsze wyniki niż nieruchomości”, “Powinieneś zastosować dywersyfikację portfela inwestycyjnego”, “Aby stać się bogatym, musisz być nieuczciwy”, “Inwestowanie jest ryzykowne”, “Działaj ostrożnie”, zamiast faktach.

      Robert Kiyosaki


      "Głos opinii publicznej nie jest substytutem myślenia."

      "Jeśli nie masz pojęcia o diamentach, poznaj jubilera."
      Warren Buffett

      ‎"Jeśli ten człowiek jest bogaty, a ja nie, to znaczy że wie coś, czego ja nie wiem. Może warto się od niego czegoś nauczyć?"

      I w zasadzie można pozostawić to w takiej, nienaruszonej postaci, jako motywację dla inteligentnych i myślących ludzi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      evilincarnate
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 listopada 2011 18:31
  • czwartek, 03 lutego 2011
    • Piękna czy bestia?

      Próbowałem wczoraj oglądać mecz pomiędzy Sevillą a Realem Madryt. Próbowałem. To najwłaściwsze słowo.

      Niestety było to dzieło niesamowicie ciężkostrawne. Na tyle, że nie dotrwałem do końca, mając na uwadze swoje poczucie futbolowej estetyki. A przecież nie chodzi o fakt, że za Królewskimi nie przepadam. Zwyczajnie obie drużyny były w trakcie tworzenia widowiska marnego, niedorobionego. Zwłaszcza goście meczu odbywającego się w Madrycie rozczarowywali. Grali naprawdę bojaźliwie, jakby z przekonaniem, że bardziej utytułowany rywal jest nie do ugryzienia. Niemrawe, nieporadne ataki nie były w stanie stworzyć żadnego zagrożenia pod bramką Casillasa.

      Tak było do momentu, w którym postanowiłem jednak zapoznać się bliżej z wygodami oferowanymi mi przez własny materac, niż dalej się męczyć. Sprawdzony rano wynik utwierdził mnie w przekonaniu, że niewiele w grze Sewilczyków się zmieniło. Natomiast Real z żelazną konsekwencją, do której, pomimo przedsezonowych obietnic o porywającej grze, powrócił Jose Mourinho, strzelił dwie bramki, przypieczętowując awans do finału Copa del Rey, dzięki czemu trzy dni po Gran Derby będziemy mieli ponowną przyjemność oglądać Królewskich i Barcelonę, mierzących się ze sobą.

      Ostatnie El Clasico udowodniło obecną różnicę między oboma zespołami. Twór skończony, według słów „The Special One” rozgromił niedokończone dzieło. Siła tiki-taki, wysokiego pressingu ponownie okazała się miażdżąca, czego wyrazem jest manita, różnica nie spotykana od parunastu lat w meczach dwóch odwiecznych rywali.

      Ale JA nie o tym.

      Ostatnimi czasy naprawdę ciężko przychodzi mi oglądanie meczy innych zespołów niż FC Barcelona. Gra Katalończyków jest dla mnie wyznacznikiem. Z ogromną radością oglądam zabawę piłką, bo momentami ciężko to inaczej określić. Takiej swobody w rozgrywaniu futbolówki, jej opanowania, techniki, nie gra nikt inny na świecie. Tak chwalony Arsenal, z którym zmierzą się w 1/8 Ligi Mistrzów, nie dorasta Barcelonie do pięt. Widać to było w zeszłym roku, wystarczy obejrzeć w tym sezonie. To nie jest taka sama gra.

      Wielki polski trener mówił „Im więcej przy piłce jesteśmy my, tym krócej oni”. Xavi, Iniesta, Messi i spółka doprowadzili to założenie niemal do perfekcji. Ponieważ ciężko jest zabrać im piłkę, ciężko jest przeprowadzić atak. Nie przeprowadzając ataku, nie można zdobyć bramki. W tym sezonie, pomimo ciężkiego początku, średnia ilość zdobytych bramek w La Lidze, wynosi ponad 3. Złożyło się na to 8:0 z Almerią, kilka manit, w tym ta najważniejsza.

      Zespół Pepa Guardioli jest faworytem w każdych rozgrywkach. Trener nie pozwala zawodnikom na rozprężenie. Stale od nich wymaga koncentracji. 7 punktów przewagi? Tak, ale na 17 kolejek przed końcem. Powiedzcie mi jak będzie tyle na dwie. 5:0 z Almerią w Copa del Rey? Ale z Betisem rewanż przegraliśmy. Nie można tego błędu powtórzyć.

      Na początku rozgrywek pytano czy ławka rezerwowych nie jest za krótka? Póki co nie jest. Może w końcu przyjdzie zmęczenie. Kryzys w ostatnich latach przypadał zawsze na początek roku. Póki co jednak Barca dalej wygrywa. Wyrównała rekord zwycięstw z rzędu Realu di Stefano.

      Pozostaje pytanie czy jej gra jest wyznacznikiem piękna czy może to już jest bestia, zamknięta w swoim własnym pałacu?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      evilincarnate
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 lutego 2011 17:01
  • środa, 27 października 2010
    • Krytycznym okiem: Łyżka dziegciu w miodzie

      Pierwszy wpis poświęcam Jagiellonii. Jak każdy może się domyśleć, pochodzę z Białegostoku. Z opisu bloga wynika komu sympatyzuję. Więc niech i tak będzie. Voila!

       

      Ilekroć patrzę na tabelę naszej ligi, odczuwam radość. Jak można jej nie odczuwać, gdy drużyna z naszego miasta, nasza chluba i duma, jest liderem? Co więcej, pozycję tę wywalczyła ciekawą, przyjemną dla oka grą.

      Porównania do Barcelony odnosiły się do umiejętności wymiany piłki między naszymi graczami. Umiejętności w Ekstraklasie wręcz niezwykłej, gdyż tak rzadko spotykanej. Ba! Można posunąć się nawet do stwierdzenia, że w polskiej lidze dominuje młócka i kopanina rodem ze Szkocji, jednak z dużo mniejszą dozą waleczności. I dlatego Jagiellonia jest takim ewenementem.

      A jednak mimo to drżę również z niepokoju. Tabela strzelców pokazuje, że mamy Frankowskiego, długo, długo nic, Grosickiego, i znowu długo, długo nic. Mowa oczywiście o napastnikach. Szczęśliwie, popularny Franek przedłużył ostatnio kontrakt i pozostanie w Białymstoku do Euro. Dwa lata. A co z Kamilem? Zauważam w jego grze niepewność. Nad wyraz często nadal nie wie co tak naprawdę powinien robić na boisku. Zamiast strzelać podaje, zamiast podawać strzela. Uczy się od Tomka, ale wciąż idzie mu to dość opornie. Jest ogromną siłą napędową naszego zespołu. Ale czy z nami zostanie? Już w trakcie sezonu chciał uciekać do Grecji. Trener Probierz też daje mu materiał do przemyśleń, wpuszczając go chętniej z ławki niż w podstawowym składzie. Dla mnie to element taktyki, ale czy Grosik odczuwa to tak samo? Wątpię. Jako młody piłkarz pragnie gry.

      I znów wracam do pytania: co dalej? Frankowski na dwa lata, czyli do Euro mamy spokój. Grosicki? Ogromna niewiadoma. A gdzie pozostali napastnicy? Nie sposób nie zauważyć, że Michał Probierz nie ma dużego pola manewru. Jak długo jeszcze będzie udawało nam się zaskakiwać przeciwników zaledwie dwójką atakujących?

      Oglądając grę naszego zespołu zauważam kolejny mankament. Ilekroć drużyna przeciwna wykonuje stały fragment gry w okolicy naszego pola karnego, truchleję. W dotychczasowych meczach udawało mi się potem odetchnąć z ulgą. Ale nadal zauważam problem. Nasza defensywa jest dziurawa i ma pokłady szczęścia nie mniejsze, niż Kuwejt złoża ropy. Tylko należy pamiętać, że „czarne złoto” nie jest niewyczerpane.
      Para naszych środkowych obrońców, wcześniej chwalonych, popełnia obecnie masę błędów.
      (Ostatni mecz, Kielce, sytuacja w ostatnich minutach, gdzie pudłuje Edi. Wcześniej dwie główki Tataja, jedna w Sandomierskiego, druga obok bramki, sekundy po wejściu strzelca na boisko. Strzał Hernaniego z pola karnego ponad bramką po ogromnym zamieszaniu, do którego w ogóle nie powinno dojść.
      Poprzedni mecz, Łódź, brak szczęścia i strata tylu goli, co w poprzednich 9 meczach.
      Jeszcze wcześniej, ul. Słoneczna, gościem Polonia Bytom, dośrodkowanie Kobylika z rzutu wolnego, strzał o ziemię, obok bramki. Robert Wojsyk z najbliższej odległości w bramkarza po błędzie Laty.
      I znowu. Zabrze. Marciniak po rzucie rożnym w środek bramki, gdzie piłkę nakrywa Sandomierski. Końcówka pierwszej połowy, gdzie trzech zawodników Górnika wchodziło na dalszy słupek i szczęśliwie futbolówka trafiła obok słupka.
      Kolejnych przykładów sobie oszczędzę).
      Jeżeli w przyszłości założeniem obrony Jagiellonii ma być opcja „szczęśliwie nie wpadnie” i będzie się sprawdzać, to niech każdy defensor zagra w Dużego Lotka. Padną cztery szóstki. Na pewno. Tylko niech się potem podzielą ze mną wygraną na leczenie moich skołatanych nerwów.

      Dużo pracy czeka „żółto-czerwonych” jeżeli poważnie chcą myśleć, może nie tyle o mistrzostwie, co o pucharach. Na wygranie ligi jeszcze nas chyba nie stać, nie mamy na tyle głębokiego składu. Ale w obecnym, tak dziwnym sezonie, szanse na Ligę Europejską widnieją nie tylko w dalekim i niepewnym Pucharze Polski. Już raz udowodniliśmy, że Białystok nie ma się czego się wstydzić. Możemy udowodnić ponownie. Ale na laurach spocząć nie możemy, ponieważ do poprawienia pozostaje mnóstwo elementów. A wtedy kto wie? Może korona będzie żółto-czerwona. I wcale nie chodzi o tą kielecką.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      evilincarnate
      Czas publikacji:
      środa, 27 października 2010 22:07